Slumdog holiday*

Indie. Kraina wielu religii i setki bogów, miejsce styku tradycji z nowoczesnością. Dla wielu podróż życia i odnowy duchowej, jednak ta podróż nie ogranicza się tylko do jednego miasta. Jest pielgrzymką po co najmniej kilku miastach. Ja na moją opowieść wybieram tylko jedno miasto – Bombaj. Do dziś nie jestem w stanie określić czy bardziej je polubiłem, czy też znienawidziłem.

Bombaj jest otoczony z trzech stron morzem tak gorącym, że nie ma co liczyć na orzeźwiającą bryzę. Duszne, upalne powietrze towarzyszyło mi nieodzownie przez cały okres mojej wyprawy. Wilgoć jest wszechobecna. Podczas gorących dni wypacasz hektolitry wody z organizmu, gdy pada deszcz mokniesz momentalnie w kilka sekund. Opady są tak intensywne że przemaka nawet płaszcz przeciwdeszczowy, a parasol okazuje się przydatny tylko do ochrony fryzury.



Mieszkańcy Bombaju okazują się niezwykle sympatyczni i pomocni na swój specjalny sposób. Miasto jest pełne ludzi bezdomnych mieszkających na ulicy. Chodniki, place, szosy, dworce to miejsca, gdzie oni śpią, jedzą, bawią się, rodzą i umierają. Na ulicach też zarabiają pieniądze. Ulice to ich styl życia. Wynika on po trochu z kasty, do której przynależą i z której trudno im się wydobyć, bo dziedziczą ją z dziada pradziada. Żyją więc według schematów im znanych. Świadomość, że można posiadać własny dom, jest im kompletnie obca. Tym ludziom trudno sobie wyobrazić, że mogliby robić coś innego niż żebrać. Widać tu zresztą niewydolność systemu, który w żaden sposób nie jest w stanie im pomóc, gdyż stan materialny, w jakim się znaleźli, to dla tych ludzi poziom znany, sprawdzony i bezpieczny. Największe bariery istnieją w ich wyobraźni.



Wychodząc na ulice Europejczycy spotykają się z całą masą żebrzących ludzi. Z czasem zaczyna się to dla nich robić coraz bardziej uciążliwe. Żebracy zastawiają na turystów coraz to wymyślniejsze pułapki w celu wyłudzenia pieniędzy. Ostatecznie ogrom tak zwanych „przekrętów” dokonywanych przez bezdomnych oraz ich intensywność, a także krótka pamięć samych bezdomnych, kogo i ile razy prosili o pieniądze, doprowadzają do całkowitego znieczulenia u co dłużej przebywających turystów.



Obok bezdomnych są biedni, którzy maja mieszkania i żyją poniżej standardów panujących w Indiach. Żyją w slumsach nieopodal wybrzeża bądź wzdłuż torów kolejowych.
Powyższe lokalizacje to najbrudniejsze miejsca w mieście. Jednocześnie najtańsze. Woda w Bombaju, zważywszy na obrzędy religijne, jest ciągle zanieczyszczona, tory u i morze to składowisko śmieci i miejsce, gdzie ludzie bez żadnego skrępowania codziennie załatwiają swoje podstawowe potrzeby. Wiele biednych osób trudni się cwaniackimi biznesami usługowymi. Próbują zarobić pieniądze, najbardziej na turystach bądź zachodnich kapitalistach, zawyżając niemiłosiernie ceny za oferowany przez siebie produkt lub usługę.



W mojej opowieści nie może zabraknąć bardzo bogatych ludzi, na miarę bajkowego filmu z wytwórni Bollywood. Bombaj jest niezwykle zasobnym, drogim miastem. Kolonizacja, rozwój turystyki, a też i sami turyści przyczynili się do wywindowania cen. Niektóre ceny w restauracjach i w hotelach są porównywalne do europejskich, a nawet i dużo wyższe. Niestety standardy często ujmują cenom.


Slumsy, domki z ceraty kontrastują z pięknymi zabytkami oraz ze starymi budynkami, o które rząd nie dba i się rozpadają. Obok nich funkcjonują wspaniałe centra handlowe, którymi zbytnio podniecają się Indie. Centra wyglądają prawie jak zamki maharadży, pełne marmurów, sreber i innych zbytków. Na ulicach żyją całe rodziny, ocierasz się o nie co krok. Obok nich funkcjonują taksówkarze oferujący usługę za cenę dwukrotnie wyższą niż powinni, a także sprzedawcy drobiazgów po cenie czterokrotnie wyższej od oryginalnej. Patrząc w bok dostrzegam super samochód, na którego mnie nie stać. To jest przykład totalnego eklektyzmu – wszystko miesza się ze wszystkim, kontrasty biją po oczach.



Ulice są pełne ołtarzy bogów. Często pojawiają się w konarach drzew. Czasem można dostrzec figurkę Jezusa Chrystusa obok figurki boga Sziwy. Niekiedy Jezus jest stylizowany na hinduistycznego boga, wtapia się w rzeczywistość, jest po prostu hinduski. Jednakże sama duchowość zanika. Jest wtopiona w ostre realia biedy. Pomimo przesytu całej tej obrzędowości związanej z religią, widać w byłej brytyjskiej kolonii dystans do wiary i zimny europejski racjonalizm. Indie, w miarę rozwoju gospodarki tego kraju, stają się coraz bardziej biznesowo wyrachowane.



Spotkałem wyznawców Rama Kriszny i to był chyba jedyny prawdziwy pierwiastek mądrości życiowo-duchowej na drodze mojej indyjskiej wycieczki. Byli najmilszymi ludźmi, jakich poznałem w Indiach, a do tego niezwykle pomocni. Wracałem pociągiem z podróży do Goa w wagonie pełnym wyznawców powyższej religii. Nienachalnie opowiedzieli mi o swojej filozofii oraz o tym, w co wierzą.

Pobyt w Indiach daje niezwykle silne i ciekawe przeżycia. W mojej głowie zrodził wiele pytań dotyczących rozwoju cywilizacyjnego w Indiach jak też i na całym świecie. Podróż, którą odbyłem, wpłynęła mocno na mój światopogląd, pozwalając mi nabrać dystansu wobec mojego dotychczasowego patrzenia na życie. Indie pozostawiły we mnie kontrast uczuć, niepewność, czy mi się w tym kraju podobało, świadomość tego, że w swoim życiu nie możemy być niczego pewni i że nie ma rzeczy ostatecznie złych oraz nieskończenie dobrych. Czasami czarne okazuje się białym, a białe czarnym. Tę „wspaniałość” zaoferowały mi Indie.

Michał Kwiatkowski

Autor jest projektantem mody. Inspiracje do swoich pomysłów związanych z modą czerpie między innymi z podróży.

* Tytuł nawiązuje do filmu „Slumdog. Milioner z ulicy” – jednej z ostatnich superprodukcji kina Bollywood. Bohaterem filmu jest Jamal, mieszkaniec slumsów Bombaju, który w wieku 18 lat bierze udział w hinduskiej wersji „Milionerów”. Od finałowej wygranej dzieli go ostatnie pytanie, jednak zanim zdąży na nie odpowiedzieć, aresztuje go policja. Funkcjonariusze chcą się dowiedzieć jak zwykły chłopak ze slumsów może posiadać taką wiedzę i walczyć o główną wygraną. W efekcie Jamal opowiada prawdziwą historię dzieciństwa, przemocy i miłości swojego życia oraz życia na ulicy, która była jego prawdziwą szkołą przetrwania.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Fotoreportaż. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Comments Closed

5 odpowiedzi na „Slumdog holiday*

  1. rejtan pisze:

    Mozna się tylko cieszyć , że młody człowiek , dzięki takiej podróży, nabiera dystansu do życia i szacunku do polskiej rzeczywistości. Dorasta.
    Szkoda tylko , że mało kto to rozumie.

  2. dyrektor pisze:

    gdzie jest o szacunku dla polskiej rzeczywistości? Bo chcialem wysłać znajomym…

  3. rejtan pisze:

    No właśnie napisałem , że mało kto to rozumie.
    Jest ponuro i zaściankowo. Jak repertuar w kinie stacyjnym.

  4. Mieszkaniec pisze:

    to wlącz sie rejtanie w działaność Dyskusyjnego Klubu filmowego – zaproponuj nowe filmy, a nie pluj na rzeczywistość z perspektywy fotela przed komputerem!

  5. rejtan pisze:

    Nie włączę się bo to jest nudne. Wolę aktywniejsze formy spędzania czasu. Poza tym ogladanie cudzych problemów i dyskutowanie o nich jest masochizmem. Wystarczy , że mamy swoje problemy. A babranie się w cudzych jest ponure. Wolę kino optymistyczne. Uśmiechnięte twarze po ciężkej pracy. Aktywny wypoczynek.
    Dlatego marzy mi sie dom kultury nad zalewem.