„Mam doświadczenie i lubię wyzwania, a Gmina Jedlnia-Letnisko, to niewątpliwie ciekawe wyzwanie”

Radek Wdowski [R.W.]: Witam Pana. Serdecznie dziękuję za zgodę na wywiad. Mam nadzieję, że rozmowa, jaką przeprowadzimy, przybliży mieszkańcom Pana sylwetkę, którą już poniekąd znamy z krótkiej Pana bytności w naszej gminie, ale w bardzo ważnej roli w 2011 roku.

Popiersie

[R.W.] Zacznę od pytań ogólnych i może trudnych, ale takie trzeba też zadać: Czy partie powinny brać udział w polityce samorządowej?

[A.B.] Rzeczywiście dobre i trudne pytanie, chyba wiem do czego Pan zmierza. Nie da się uciec od polityki: polityka samorządowa to też polityka. Partie polityczne to z kolei nic innego jak stowarzyszenia, które mają tę szczególną cechę, że posiadają własną specustawę. Samorząd to mieszkańcy, a mieszkańcy mają prawo być członkami partii politycznych. Dyskryminowanie członków partii wobec osób bezpartyjnych to wielkie nieporozumienie i stereotyp, choć jak w każdym stereotypie jest też ziarno prawdy.

Ludzie patrzą na partyjność w samorządzie jako na zależność. To nie jest prawdą, a jeśli już to bardzo okrojoną prawdą. W powiecie mamy partie polityczne, w sejmiku też. To jaką renomę sobie wyrobiły partie polityczne to odrębna sprawa. Państwo opiera się na rządzie centralnym i samorządzie, dlaczego zatem w jednej sferze dopuszczać ludzi zrzeszonych w partiach, a w drugiej nie?

Ja jestem za tym, żeby partie brały udział w polityce samorządowej oraz komitety niepartyjne w polityce krajowej: mamy przecież ruch Kukiza w Sejmie. Daje to możliwość skutecznego rządzenia. I nie ważne czy starosta albo marszałek będzie z tej czy z innej opcji. Mechanizmy, które zostały wypracowane przez polityków, dotyczące kryteriów przydzielania pieniędzy powinny być na tyle obiektywne, że nie powinny zależeć od „partyjniactwa”.

[R.W.] Pytanie ogólne było dlatego, że jest Pan kandydatem startującym z listy partyjnej: Komitetu Wyborczego Polskiego Stronnictwa Ludowego. Nie ma Pan łatwo podwójnie: raz, że komitet partyjny, a dwa, że komitet partii, która ma ostatnimi laty mocno pod górkę. Uchodzi za partię obrotową, gdzie nie ważne z kim, byle u władzy i przy stanowiskach oraz kładzie się za nią cień polityki ogólnopolskiej, gdzie też jako formacja „popadła” i jest w defensywie.

[A.B.]PSL, jako partia o kilkuprocentowym poparciu chce być zazwyczaj „języczkiem u wagi” i dzięki temu obsadzać swoimi ludźmi ważne stanowiska w państwie i samorządzie. Zawsze dba o swoich ludzi. Ja częstokroć mówiłem, że jest partią kadrową, dobrze zorganizowaną z dobrze przygotowywanymi do sprawowania władzy ludźmi [śmiech].

[R.W.] Kadrowa?

[A.B.] To znaczy bardzo dba o struktury terenowe i działalność na szczeblu lokalnym. Jednak muszę przyznać, że doświadczenie PSL-u w Jedlni-Letnisko jest niesamowite. Ja sądziłem, że właśnie PSL jest odgórnie, centralnie sterowany. A tu okazuje się, że jest taki ktoś, jak ja – kto nie jest członkiem partii – zostaje przez lokalne struktury wybrany kandydatem na Wójta, zaczyna w tym środowisku funkcjonować nie jako członek, a jako popierany kandydat, a aparat partyjny wyższego szczebla mówi: Ok to jest wasza [struktur gminnych] sprawa, nam nic do tego. Sądziłem, że w tej partii jest inaczej, ale naprawdę jest w niej wewnętrzna, oddolna demokracja.

Swoją drogą człowiek, który jest liderem tej partii Kosiniak-Kamysz to w mojej ocenie erudyta, którego wszystkich wystąpień warto posłuchać, bo mówi bardzo mądre i wyważone rzeczy.

A co do innych działaczy, to tak jak w życiu: w każdej partii są ludzie myślący, uczciwi i szlachetni i są ludzie, którzy są żołnierzami: za wszelką cenę wykonają każde zadanie, bo myślą tylko o swoim interesie. Tak jest w każdej partii i nie tylko w partii.

[R.W.] Czyli nie jest Pan członkiem PSL-u?

[A.B.] Nie i nie starałem się o kandydaturę z ramienia KW PSL. Dostałem propozycję i ją przyjąłem, bo uważam, że mam jeszcze siłę do działania.

[R.W.] Był Pan również działaczem Platformy Obywatelskiej. To kolejna partia, która w naszej gminie powodzeniem wyborczym się nie cieszy. Może Pan o tym opowiedzieć?

[A.B.] Ja byłem i jestem raczej działaczem samorządowym. Startowałem do Rady Miejskiej w Radomiu z ugrupowania gospodarczego. To się o ile dobrze pamiętam nazywało: Gospodarny Radom. Potem byłem na liście z innego samorządowego ugrupowania, ale zmieniły się zapisy ustawowe i nie mogłem być dyrektorem szkoły i radnym jednocześnie, więc nie angażowałem się w kampanii wyborczej. Skupiałem się wtedy na pracy zawodowej.

Ja jestem człowiekiem od Płażyńskiego i Olechowskiego, kiedy zakładali obywatelski ruch społeczny. Potem się to dopiero przerodziło w Platformę Obywatelską: w partię. Ja się złapałem na ten „lep” działalności w określonym środowisku ze znanymi mi ludźmi wywodzącymi się z tego obywatelskiego ruchu. Moja aktywność spadła, kiedy w tymże środowisku nie było już niemal żadnego z założycieli ruchu obywatelskiego i radomskiej Platformy, którzy byli mi znani. Ja zawsze startowałem z organizacji progospodarczych, a radomskie struktury PO przerodziły się w takie urzędniczo-mieszczańskie ugrupowanie, co mi nie do końca odpowiada: nie było już zbyt wielu przedsiębiorców w tym gronie i to był koniec mojej działalności. Był to jeden z epizodów w historii mojego społeczno-samorządowego zaangażowania. Zresztą ta partia jak i inne w różnych okresach swojej działalności miała różne kierunki, które przyciągały różnych ludzi. Pamiętajmy, że PO za czasów powstania nie różniło się wiele od PiS-u i w obu partiach znajdowały się osoby o zbliżonym światopoglądzie i poglądach gospodarczych. Potem na szczeblu krajowym się to rozeszło, a smutne efekty tej wojny widzimy na ekranach telewizorów i nie tylko. Nie mylmy zaangażowania samorządowego z polityką centralną.

[R.W] Czy partia może ingerować w działalność wójta? Czy pomaga czy raczej przeszkadza w samorządzie?

[A.B.] Zależy jaka partia. W Platformie byli ludzie, za których i dzisiaj dałbym się pokroić, ale byli i tacy, którzy mi szkodzili, chociażby wtedy kiedy byłem pełniącym obowiązki Wójta w Mirowie. Zresztą w kampanii wyborczej 2014 nawet się poróżniliśmy ze szczeblem powiatowym, bo chciano, żebym startował pod szyldem Platformy. Ja jednak słuchałem ludzi „na dole” i działałem z tymi, których znałem, a którzy się utożsamiali z innym – niepartyjnym – komitetem. Jakiemuś działaczowi powiatowemu bardzo się to nie podobało. Tego człowieka nie znałem, więc nie mogłem mu zaufać tylko dlatego, że jesteśmy spod jednego znaku politycznego. U mnie tak to nie działa i tak to powinno być.

Ludzie są istotą samorządu i choć mogą należeć do różnych ugrupowań i iść z różnymi flagami to pierwszeństwo ma człowiek i jego doświadczenie, a nie szyld partii. Różne partie funkcjonują w różny sposób: czasem starają się wpływać na działania swoich członków, czasem przywożą kandydatów w tzw. „teczce”, czasem boją się, jak ktoś wybija się na niezależność. Jednak Wójt czy Radny ma ostatecznie wolny mandat do sprawowania funkcji i żaden aparat partyjny nie może go zmusić do określonych decyzji. Najwyżej z partii go wyrzucą, ale w samorządzie należy słuchać ludzi i rozsądne ugrupowania polityczne o tym wiedzą. Mówienie o bezpartyjności, jako atucie jest półprawdą.

[R.W.] Przez krótki czas był Pan w naszej gminie pełniącym funkcję wójta. Obecny Wójt oraz jego ówczesne otoczenie bardzo przychylnie się wypowiadało na Pana temat.

[A.B.] Myślę, że zarówno Pan Wójt jak ówczesny Przewodniczący Rady Gminy nie pamiętają już tych czasów, kiedy rozmawialiśmy o wielu sprawach i pojawiało się wiele ciekawych pomysłów na gminę, a jeśli pamiętają to chcieliby zapomnieć.

Zresztą ja wtedy zbyt często nie wypowiadałem się o Piotrze Leśnowolskim z racji pełnionej funkcji, a jeśli już, to wypowiadałem się w kwestiach związanych z tamtymi wyborami. Stało się dobrze, że wtedy wygrał wybory, bo w kategoriach etyki to co zrobił wójt Dariusz Rzeczkowski było karygodne. Chodziło o sprawę nagród dla wybrańców. Zresztą jedną z pierwszych czynności po przejęciu Urzędu Gminy było zapłacenie mandatu za bezczynność wójta Dariusza Rzeczkowskiego w związku z nieudzieleniem informacji publicznej. Następną moją czynnością było udzielenie informacji publicznej –zgodnie z żądaniem wnioskodawcy. Potem prasa się na temat nagród rozpisała i myślę, że dzięki temu, przyczyniłem się troszeczkę do sukcesu Pana Piotra Leśnowolskiego. Jak to przez te lata wykorzystał, każdy widzi i może ocenić, ale chyba nie najlepiej, skoro mieszkańcy zaproponowali mi, żebym kandydował na Wójta Gminy Jedlnia-Letnisko [śmiech].

[R.W.] Czy Pan jest mieszkańcem Gminy Jedlnia-Letnisko. Mówią, że Pan nietutejszy 🙂

[A.B.] Ja urodziłem się i wychowywałem w Radomiu. Do 26 roku życia byłem związany tylko i wyłącznie z Radomiem. Od 1979 roku na miesiące wiosenno-letnio-jesienne – na pół roku – wprowadzaliśmy się wraz z rodziną do Rajca Poduchownego i tu mieszkaliśmy. Wracaliśmy na zimę do Radomia. Byliśmy takimi mieszkańcami, jak wielu mieszkańców Gminy Jedlnia-Letnisko. Pojawiają się w połowie kwietnia, a wyjeżdżają pod koniec września: mam takich sąsiadów i dzisiaj. Na stałe w Rajcu zaczęliśmy mieszkać, gdzieś 20 lat temu, w międzyczasie zmieniono, bez mojej woli, granice administracyjne gmin. Zamieszkałem na ul Akacjowej w Gminie Jedlnia-Letnisko, a teraz mieszkam na ul. Botanicznej w Radomiu. Zamieniono mi adres zamieszkania.

[R.W.] Czyli formalnie jest Pan ciągle mieszkańcem Radomia?

[A.B.] Tak, ale moje życie i aktywność radomska skończyła się około 7-8 lat temu. W zasadzie funkcjonuję w obrębie Rajca Poduchownego, Antoniówki, Jedlni-Letnisko. W Radomiu jestem tak, jak wielu mieszkańców gmin satelickich Radomia: na zakupach w hipermarketach, galeriach, w miejscach związanych z kulturą i sportem. Pod tym względem mam gorzej, niż wielu mieszkańców z Sadkowa, Natolina, Rajca Poduchownego i Szlacheckiego. Jestem bardzo pokrzywdzony [śmiech] bo do Urzędu Gminy w Jedlni-Letnisko mam bliżej, niż do Radomia, a i podatki oraz opłaty lokalne są wyższe w Radomiu.

W wyborach korzystam z tego uprawnienia, że Wójtem Gminy nie musi być jej mieszkaniec. Z punktu widzenia stanowienia lokalnego prawa to Rada Gminy jest najważniejsza i musi składać się z osób wywodzących się z gminy i znających jej realia. Wójt jest organem wykonawczym: musi być sprawnym zarządcą, czy – jakbyśmy to powiedzieli współcześnie – menagerem. Niestety często o tym się zapomina. Tą świadomość muszą mieć radni. Wójt wobec rady zajmuje drugorzędne miejsce. Przynajmniej w teorii.

[R.W.] Mówimy o Pańskim Komitecie, kwestiach ogólnych jak partyjność, samorząd; ale chciałbym, aby zaprezentował się Pan mieszkańcom od strony życiowego doświadczenia. Proszę opowiedzieć o sobie więcej, niż wiemy o Albercie Bobrowskim – pełniącym funkcję Wójta w Gminie Jedlnia-Letnisko w 2011 roku.

[A.B.] Moim przesłaniem życiowym od zawsze była chęć poznawania. Lubiłem się uczyć: skończyłem dwie uczelnie. Pierwszy mój tytuł to magister inżynier mechanik, który uzyskałem na Politechnice Śląskiej. Kiedy kończyłem tą uczelnię, to była dobra uczelnia, sytuowana w modnych dzisiaj rankingach zaraz za Politechniką Warszawską. Skończyłem również Politechnikę Radomską: kierunek-wychowanie fizyczne. Sport, to była moja życiowa pasja i marzenie: o mały włos nie przerwałem pierwszych studiów z tego powodu, ale rodzina mnie od tego pomysłu odwiodła [śmiech]

Moja kariera nauczycielska zaczęła się w Zespole Szkół Mechanizacji Rolnictwa w Radomiu-Wacynie. Wielu obecnych mieszkańców Gminy Jedlnia-Letnisko przyznaje się, że tam niegdyś uczęszczało: do jednej z najlepszych tego typu szkół w Polsce. Uczyłem tam przez 6 lat.

W 1991 r. wystartowałem w konkursie na dyrektora szkoły – prawdziwym konkursie, z prawdziwego zdarzenia, gdzie nie decydowało nadanie partyjne, a doświadczenie i zaprezentowana wizja rozwoju szkoły. Widocznie moja wizja się spodobała, bo wybór był jednogłośny [śmiech]. Przez 15 lat byłem dyrektorem bardzo dużej szkoły, do której uczęszczało w pewnym okresie czasu około 3 tys. dzieci.

Ja byłem i nadal jestem człowiekiem bardzo aktywnym na różnych polach i zawsze chciałem czegoś więcej, niż przeciętność. Taka zawodowa stagnacja, „ciepła posadka” mnie nie bawiła. W czasach dyrektorowania byłem jednocześnie trenerem piłki ręcznej, prezesem pierwszoligowego klubu piłki ręcznej „Eltast-95”, byłem Dyrektorem Radomskiego Oddziału Bussines Center Club, którego jestem członkiem do tej pory; zdążyłem być członkiem Społecznej Rady Szpitala na Józefowie, Prezesem Rady Nadzorczej Radia Rekord, oczywiście też radnym radomskim w latach 1994-1998, przewodnicząc Komisji Oświaty i Wychowania. Po odejściu ze szkoły pracowałem, jako egzaminator kierowców w WORD w Radomiu i są też pewnie tacy w gminie, którzy zaliczyli i nie zaliczyli za pierwszym razem u mnie egzaminu na prawo jazdy. W Ośrodku byłem uznawany za tego łagodnego egzaminatora [śmiech]. Tam pracowałem przez 8 lat, z czego 6 lat pracy realnej, a dwa na urlopie bezpłatnym w związku z pełnieniem funkcji Wójta w Gminie Mirów. Obecnie jestem przewodnikiem turystycznym PTTK.

[R.W.] Może Pan rozwinąć wątek Mirowa?

[A.B.] To moje doświadczenie w Gminie Jedlnia-Letnisko, dało Wojewodzie Jackowi Kozłowskiemu argument, żeby mnie wysłać do innej gminy. Po prostu mieli człowieka, który wykonał raz dobrze robotę, więc zostałem wysłany do pełnienia funkcji Wójta w Gminie Mirów (pow. Szydłowiecki). Miałem być tam dwa miesiące, a zostałem dwa i pół roku. Prokuratura zawiesiła tam wójta za korupcję.

Kiedy objąłem obowiązki w urzędzie w 2012 roku, to po pierwszej mojej sesji rady gminy nie wypłaciliśmy radnym diet: bo nie było z czego – konto gminy było puste. Zrobiła się awantura o te diety oczywiście, ale ja radnym powiedziałem: przecież to wy podejmowaliście uchwały i to wy dawaliście wójtowi możliwość takiego gospodarowania, że nie ma dla was pieniędzy. Do 2014 roku proces wójta z Mirowa, którego zastąpiłem,  nie zakończył się.

Mirów był moim ostatnim, dotychczasowym, akcentem działalności w samorządzie terytorialnym. Obecnie, jak mówiłem działam w samorządzie turystycznym PTTK. Niezależność, samorządność, jako cecha człowieka jest mi bardzo bliska i różne samorządowe formy działalności w moim doświadczeniu życiowym się pojawiały.

[R.W.] Taki z Pana trochę Wójt do zadań specjalnych na poczekaniu [śmiech]. Oczywiście żartuje. Dobrze Pana tam wspominają?

[A.B.] Zależy kogo spytać [śmiech]. Powiem tak: ludzie, którzy dobrze tam sobie radzili raczej wspominają mnie dobrze. Ludzie zaś, którzy nie brali udziału w życiu lokalnym, którzy dali się zwieść kłamliwym obietnicom różnych grup interesu i opiniom o tym co będzie, jak zostanę tam nadal wójtem, mogli mieć inne zdanie. A opowiadano różne rzeczy: a to, że podatki podniosę, od płotu podatek nałożę – ja się śmiałem, że od kota nałożę bo myszy na wsi dużo [śmiech].

Nie miałem na sesjach Rady Gminy takich żenujących awantur, jak tutaj [w Jedlni-Letnisko]. W mojej ocenie wypracowano w Gminie Jedlnia-Letnisko bardzo zły model współpracy Wójta i Rady Gminy. Najpierw Rada się mocno wójta słuchała, teraz Wójt się mocno nie chce słuchać Rady. Niezrozumiałe wolty w końcówce kadencji. Nie tak to moim zdaniem powinno wyglądać.

[R.W.] Czy w Pana ocenie rady gmin dobrze funkcjonują? Pytam mając na myśli Pana dawne i obecne doświadczenia z Gminy Jedlnia-Letnisko oraz o doświadczenia z Mirowa.

[A.B.] Radni najczęściej nie są dobrze przygotowani do pełnienia swojej roli: nie wiedzą, jakie mają jako organ kompetencje, nie znają ustawy o samorządzie gminnym, finansach publicznych. Rolą uczciwego wójta jest im pomóc i przygotować do sprawowania publicznej funkcji bez względu na rozbieżności polityczne. Zrobiło się tak w Polsce, że większość rad podporządkowuje się władzy wójtowskiej, co jest absurdalne, bo to rada jest ważniejsza od wójta. To nieprzygotowanie kandydatów do pracy w radach gmin i umiejętne wykorzystanie tego przez wójtów daje nam rady mierne, bierne, ale wierne, głosujące pod dyktando wójta, często bez większego zastanowienia. W Mirowie w łonie rady musiałem wypracować porozumienie z dawnymi stronnikami odsuniętego od władzy wójta i z lokalną opozycją, aby przełamać stagnację w finansach gminy. Musieli się radni wznieść ponad dawne podziały, a przede wszystkim musieli poznać kim są, jakie prawa i obowiązki mają funkcjonując jako Rada Gminy.

[R.W.] Czy Pan zna swoich radny startujących razem z Panem w komitecie?

[A.B.] Znam. Jednych bardziej innych mniej, bo jak mówiłem nie jestem członkiem partii. Są to relacje partnersko-polityczne. Rozmawiam z nimi: mają różne doświadczenie i różne pomysły oraz różny poziom zaangażowania społecznego. Na pewno ich głos będzie ważny, jeśli zostanę Wójtem: tak samo ważny jak głos każdego radnego zasiadającego w przyszłej radzie.

[R.W.] Jak z Panem rozmawiam to jawi mi się obraz człowieka o bogatym i zróżnicowanym doświadczeniu. Z drugiej jednak strony ktoś może powiedzieć, że Pana kariera raczej poruszała się w dół, niż do góry: przez lata dyrektor szkoły, a potem egzaminator na prawo jazdy i przewodnik turystyczny. Nie sądzi Pan, że kolejność w karierze nieco zaburzona?

[A.B.] Ja Panu powiem szczerze: szkoła mnie bardzo zmęczyła. Jak się ma ok 3 tys. dzieci i ponad stu nauczycieli to praca dyrektora jest bardzo wyczerpująca. Kiedy odchodziłem ze szkoły, to się mnie pytali czemu to robię, a ja mówiłem: muszę odpocząć. Zrobiłem uprawnienia egzaminatora, bo rodzaj tej pracy mi odpowiadał, wymagała ona samodzielności i samodyscypliny. To ode mnie i moich decyzji zależało, czy ktoś uzyska państwowe uprawnienie do poruszania się pojazdami. Teraz prowadzę wycieczki – jestem przewodnikiem współpracującym z różnymi biurami. I też mi to odpowiada: nie mam szefa, albo wykonuję swoją pracę dobrze i biuro na podstawie uzyskanych opinii zleca mi kolejne wycieczki, albo nie. Wszystkie zmiany w karierze zawodowej były moimi decyzjami. Mam dzisiaj okazję do przekazania wiedzy historycznej o naszym regionie i ojczyźnie, okazję do pokazania piękna naszego kraju, udowadniania, jak wspaniale rozwinęła się Polska po 1989 roku. Kiedy słyszę z ust rządzących, że Polska w ruinie i była na kolanach, że nie zbudowano dróg i mostów, to chce mi się krzyczeć ze złości „oszuści, chcecie dobrać się do absolutnej władzy, do likwidacji niezależności samorządów”.

Ja jestem człowiekiem spełnionym życiowo i zawodowo, mam zabezpieczenie finansowe, ale mam jeszcze wiele pomysłów i energii, którą chciałbym spożytkować. Dlatego startuję w wyborach w Gminie Jedlnia-Letnisko. Poza tym to jest wyzwanie: dlaczego mając 64 lata mam rezygnować z wyzwań [śmiech]?.

[R.W.] Jako, że ma Pan zamiłowanie do turystyki, a nasza gmina aspiruje do bycia gminą turystyczną. Jakie ma Pan w tym obszarze pomysły na Gminę?

[A.B.] Największym walorem gminy jest środowisko naturalne i to co znajduje się na terenie gminy: Puszcza Kozienicka, zalew „Siczki”, dolina Pacynki: osobiście uwielbiam wędrówki w okolice Pacynki.

Jeżeli chodzi o zalew to mamy sytuację, gdzie od wielu lat pogarsza się stan czystości wody. Ja postuluję taki pomysł, jak basen w basenie. Do oczyszczenia całego zbiornika raczej nie dojdzie w najbliższym czasie, o czym przekonał się obecny wójt. Idea basen w basenie polega na wydzieleniu części zbiornika ścianami filtrującymi i w tej części zbiornika można pływać. Taka inwestycja nie narusza obszaru Natura 2000 i jest tańsza.

Druga rzecz – skoro mówimy o gminie turystycznej i otoczeniu zbiornika wodnego – to jest jeszcze jeden pomysł: mini tężnie solankowe. Takie projekty już powstają w Polsce i cieszą się popularnością, przyciągają turystów. A jak turystów to i pieniądze. A każda wydana złotówka u lokalnego przedsiębiorcy to wyższe wpływy w podatkach lokalnych i w części PIT oraz CIT należnych gminie.

Kolejny pomysł: bardzo modne są ostatnio WakeParki. Pan, studiujący w Lublinie, bywa pewnie nad Zalewem Zemborzyckim. Tam taki WakePark jest.

[R.W.] Zgadza się. Jest i rzeczywiście w sezonie jest oblegany. Zresztą w mojej ocenie Kompleks usługowo-turystyczny Zalewu Zemborzyckiego jest projektem wartym naśladowania.

[A.B.] Widzi Pan. Można spokojnie taką strefę WakePark stworzyć nad naszym zalewem, a przy dzisiejszych technologiach i cichych silnikach napędzających niezbędne urządzenia to nie powinno to naruszać norm hałasu. Turystyka to bardzo duża gałąź gospodarki i można na tym zarobić. Dzięki temu można ściągnąć do Jedlni-Letnisko turystów.

[R.W.] Jak wg Pana wygląda pozyskiwanie środków zewnętrznych w Gminie? Pytam, gdyż był Pan jak i ja obecny na zaprzysiężeniu Wójta P. Leśnowolskiego w 2011 i słyszał Pan słowa o pozyskiwaniu środków unijnych, których za D. Rzeczkowskiego rzekomo nie było.

[A.B.] No i stało się tak jak Wojewoda ogłosił w rankingu na dofinansowanie zadań z „Programu rozwoju gminnej i powiatowej infrastruktury drogowej”: Gmina Jedlnia-Letnisko daleko w tyle.

Mała skuteczność pozyskiwania środków, która wynika chyba z samej osobowości Wójta, który w mojej ocenienie, nie jest człowiekiem kompromisu. Ja nie mówię o uległości, bo kłanianie się i wypraszanie funduszy to jest poniżej godności. Ja mówię o skłonności do kompromisu, do rozmów, do nieupierania się przy swoim, czasem do korekty swojego projektu, aby mógł się wpasować w kryteria oceny.

Ja w Mirowie byłem skuteczny: w ciągu dwóch lat pozyskałem około 1,5 miliona złotych przy ówczesnym budżecie około 11 milionów złotych rocznie. To ok. 7% budżetu rocznego. To łatwe do sprawdzenia: wystarczy wejść na stronę BIP Gminy Mirów i prześledzić Wieloletnie Prognozy Finansowe. Tak samo w Gminie Jedlnia-Letnisko: wystarczy wejść w jakąkolwiek uchwałę zmieniającą budżet oraz WPF i będziemy wiedzieć ile pieniędzy wpłynęło do gminy.

[R.W.] Ale jednak coś naszemu obecnemu wójtowi udało się do gminy przyciągnąć?

[A.B.] Udawało mu się, ale według mnie to najczęściej były pieniądze na tzw. projekty miękkie z Europejskiego Funduszu Społecznego. Były to fundusze łatwo dostępne i takie miękkie projekty często są przyznawane niemal z automatu, bez wkładu własnego. Najtrudniejsze do pozyskania są środki na inwestycje twarde, infrastrukturalne. Tu uważam wielkiego sukcesu nie było.

Zmiany jakie odbywały się w Urzędzie Gminy Jedlnia-Letnisko na stanowisku Skarbnika, czy Sekretarza to tragedia. To dlatego nie było solidnie przygotowanych projektów o dofinansowanie, ani dodatkowych wpływów do budżetu. Tak nie powinna wyglądać polityka kadrowa w urzędzie. Ja w Mirowie, z urzędnikiem, któremu brakowało kompetencji rozmawiałem i dawałem jasno do zrozumienia: jak nie masz kwalifikacji, nie nadążasz za zmianami w prawie, to idziesz na takie to, a takie szkolenie i się szkolisz, a jak nie to ja nie widzę dla ciebie tutaj miejsca.

[R.W.] Jakie Pan widzi szanse rozwoju dla gminy jako całości i jakie ma Pan postulaty odnośnie innych obszarów gminy?

[A.B.] Przeczytałem obecną Strategię Rozwoju Gminy Jedlnia-Letnisko…

[R.W.] Temat mi znany i lubiany, choć niestety jest to w mojej ocenie martwa Strategia.

[A.B.] Ma Pan rację. To jest bardzo ważny dokument dla gminy, a nie został opublikowany żaden okresowy raport z jego realizacji. Jak już uchwala się strategię, zakłada jakieś cele to powinno się to sprawdzać i informować ludzi o postępach. Niekiedy w uchwałach samorządowych wpisuje się takie klauzule, że dana inwestycja jest zgodna z zapisami przyjętej strategii. Strategia Gminy to dokument, który wymaga poprawek, ale jest wskazówką do działania.

Nie sztuką jest robić inwestycje, bo takie są wszędzie: mniejsze czy większe, ale są. Nie da się być wójtem przez 8 lat i nie robić dosłownie nic. Sztuką jest prowadzić mądrze inwestycje. Podam przykład bo dużo jeżdżę po gminie: drogi są robione niekonsekwentnie: zrobiony kawałek drogi, potem nie ma, potem zrobiony i dalej nie ma. Tak jakby trzeba było tym kawałkiem drogi komuś zamknąć usta, że się coś zrobiło.

Oczywiście dalsza kontynuacja w budowie mediów zwłaszcza kanalizacji i to też w sposób przemyślany, bo najpierw robiono dokumentacje projektową na wiele odcinków kanalizacji, nie mając np. dofinansowań na te inwestycje. Bardzo ciekawy jest odcinek w miejscowości Słupica. Tam kanalizacja ma biegnąć dwoma liniami za budynkami mieszkalnymi: dlaczego? Bo ponoć Wójt nie doszedł do porozumienia z władzami powiatu na temat kanalizacji położonej w pasie drogi powiatowej. Jaki efekt: kanalizacja dwa razy dłuższa i przez to droższa.

Tutaj widać także, jakie znaczenie ma dobrze funkcjonująca rada gminy. Radni nie mogą wyszarpywać sobie inwestycji, bo tak zwana „kiełbasa wyborcza” została zawczasu rzucona. Czasem warto wznieść się ponad swój okręg i pomyśleć wspólnie np. w tym roku zróbmy drogę w Dawidowie i na to przeznaczmy fundusze, a za rok przeprowadzimy inną inwestycję np. w Groszowicach. Gmina to nie jest ta połać sukna – mówiąc językiem Sienkiewicza – gdzie każdy tyle będzie miał, ile sobie z tej połaci urwie. A rozsądny Wójt zdaje sobie sprawę, że nie może prowadzić inwestycji w jednym miejscu, bo dobrze wie, że wyborcy go z tego prędzej czy później rozliczą. Tak są straszeni mieszkańcy Jedlni-Letnisko, że każdy kandydat spoza tej miejscowości to strata i zapaść dla miejscowości. To jest nieprawda, a powinni też pamiętać, że ulica Nadrzeczna to inwestycja ze środków pozyskanych przez D. Rzeczkowskiego. To jego zasługa, jaki by on nie był. Wójt jak i Radni muszą patrzeć na całość gminy, bo całość gminy głosuje, wybiera, a następnie rozlicza.

[R.W.] Bycie Wójtem spoza gminy nie jest raczej dobrze widziane przez mieszkańców. Oczekuje się bowiem kandydata, który jest „swoim” człowiekiem znającym lokalne realia. Jak Pan się do tego ustosunkuje?

[A.B.] Uważam, że wójt spoza gminy widzi więcej. I znów podam przykład z osobistych doświadczeń w Mirowie. Jak tam przyjechałem po powołaniu przez Premiera, pytam specjalistę od budownictwa i dróg: „Proszę Pana do jakiej miejscowości ja przyjechałem?”. On się na mnie patrzy dziwnie, ale mu mówię, że pytam poważnie. W końcu mówi: „No do Mirowa Starego”. To ja do niego – przyjechałem od strony Wierzbicy: „To proszę mnie zaprowadzić pod tablicę miejscowości. Wtedy już mu się światełko zapaliło i mówi: „o kurde nie ma!”. Wtedy ja dalej dopytuję: „no dobrze, a z jaką prędkością można tu się poruszać po drogach?”. On mi odpowiada: „no przecież obszar zabudowany to 50 km/h”. A ja znowu: „to proszę mnie zaprowadzić pod tablicę, która mówi, że jest to obszar zabudowany”. „No była – jeszcze dwa lata temu była” [śmiech]. Wchodzę do ośrodka zdrowia – ładny budyneczek. Oglądam budynek z zewnątrz, a tam napis: „Mir” puste miejsce i litera „w” [śmiech]. No to idę do dyrektorki i pytam się: „W jakiej my miejscowości przyjmujemy pacjentów?”. Ona również patrzy na mnie jak na głupca, ale ja jej mówię, że nie żartuję, bo przychodzę chyba do miejscowości Mirw. Dyrektorka patrzy i mówi: „ No tak urwała się, ale literka jest – tam na portierni leży [śmiech].

To oczywiście żartobliwe historie, ale pokazują, że osoba z zewnątrz widzi więcej: nawet szczegóły. A diabeł tkwi w szczegółach [śmiech].

Kolejna rzecz jest taka, że nie jestem powiązany z żadnymi lokalnymi układami, mam dystans do lokalnych grup społecznych czy klik. Z takimi grupami nie ma sensu walczyć, bo człowiek z zewnątrz jest zawsze przegrany. Najważniejsze jest osiągać uczciwy i jawny kompromis z różnymi grupami społecznymi.

Nie mam w Gminie rodziny, nie mam komu załatwić roboty. Zatrudniam ludzi wg kwalifikacji – zawsze tak robiłem bo to się opłaca. Nie ma sensu zatrudniać ludzi według klucza znajomości, bo taki człowiek jak narobi problemu, to się odbija czkawką podwójnie. Jest wielu ludzi wykształconych, w których można inwestować.

[R.W.] Czy chciałby Pan powiedzieć coś na koniec do naszych czytelników: mieszkańców i wyborców

[A.B.] Powiem to co znajduje się w mojej ulotce: chciałbym oddać Gminie Jedlnia-Letnisko to dobro, którego doświadczyłem od natury, mieszkając w Rajcu Poduchownym. Jestem alternatywą dla Gminy, w której widzimy, niestety, mocne rozszczepienie w społeczności na dwa obozy. Jako osoba z zewnątrz chcę łączyć, a nie dzielić. Mam doświadczenie i lubię wyzwania, a Gmina Jedlnia-Letnisko, to niewątpliwie ciekawe wyzwanie.

O autorze

Radek Wdowski: Socjolog - Doktorant Katedry Filozofii Społecznej KUL zajmujący się samorządem terytorialnym, społeczeństwem obywatelskim i patologiami życia publicznego. W latach 2015-2016 pracownik Kancelarii Marszałka Województwa Lubelskiego. Autor publikacji "Pieniądze, prestiż, wpływy. Patologie struktur władzy gminnej na Mazowszu".

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wywiad. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Comments Closed

38 odpowiedzi na „„Mam doświadczenie i lubię wyzwania, a Gmina Jedlnia-Letnisko, to niewątpliwie ciekawe wyzwanie”

  1. aldona pisze:

    No, i to jest jakieś wyjście z tej matni wyborczej, w której się znaleźliśmy

  2. Karol Wrochna pisze:

    W tych wyborach każdy kandydat jest lepszy od obecnego Wójta. 😉

  3. piotrek pisze:

    jestem za 🙂

  4. edgar pisze:

    Ja też jestem za. Powodzenia Panie Albercie.

  5. al pisze:

    również jestem ZA , ciekawe jak czują się osoby – wielbiciele Jarka wszechmogącego po jego wypowiedzi w Zduńskiej Woli- NIE MOŻEMY POZWOLIĆ NA TO ABY SPOŁECZEŃSTWO MIAŁO WIEDZIEĆ ŻE KłAMIEMY

  6. Mieszkaniec? pisze:

    Ogromny plus za doświadczenie na różnych polach. Jeszcze większy za to, że Pan Albert będzie dbał o całą gminę a nie o swoją miejscowość. Myślę, że jeżeli spotka się z wyborcami osobiście to ma ogromne szanse na zostanie wójtem. Ja jestem ZA.

  7. Wyborca pisze:

    No właśnie gminie potrzebny jest ktoś z zewnątrz kto przerwie te układy i układziki. Będzie dla mieszkańców i rady gminy a nie odwrotnie. Nie będzie zatrudniał rodziny swoich radnych albo swoich byłych radnych. Może nareszcie w Gminie będą pracowały osoby kompetentne. za miłościwie nam panującego co mądrzejsze osoby zostały zwolnione albo same poodchodziły bo panu się nie poddały.

  8. kornik pisze:

    Trzymam kciuki za Pana Bobrowskiego. Wierzę, że jeśli zostanie wójtem to będzie krok żeby gmina wyszła z bagna kolesiostwa i kumoterstwa. Wręcz byłby to skok cywilizacyjny nawet…

  9. aldona pisze:

    On oferuje nam po prostu NORMALNOŚĆ, czegoś takiego nie było tu od jakichś 15 lat, lekko licząc

  10. Sandra pisze:

    Też trzymam kciuki za pana Bobrowskiego, pamiętam go z okresu kiedy był u nas w gminie i wszyscy chyba pamiętają jaka była w gminie atmosfera. Dla mnie po prostu ten facet wygląda jak mężczyzna, mówi jak mężczyzna i zachowuje się jak mężczyzna, a nie jakaś rozlazła żaba wypełniona histerią.

  11. Genia pisze:

    Mądry wyważony wywiad, dobrze tłumaczy partyjność i samorząd więc dlaczego poplecznicy atakują Paskowa bo z PIS?

  12. aldona pisze:

    Bo jak kandydat mądry i wyważony, to potrafi uzyskać poparcie partii i jednocześnie obronić swoją niezależność, nie spisując się do niej. PiS natomiast, jako partia wodzowska, tępi niezależność, musi mieć żołnierzy posłusznych i uległych. Takich, którzy w negocjacjach z partią nie są w stanie przeforsować swojego zdania. Albo tak partię kochają, że się do niej z serca zapisują 🙂

  13. Victoria pisze:

    Za kim bym nie głosował za, czy tylko który
    to Renata i Albert przejdą do drugiej tury !
    A tam już będzie walka jak M z K -co wiemy,
    wybierajcie MĄDRZE, a może TANDEMY ?

    Jeśli tak nie BEDZIE ,założe SE BLOGA .
    by sie WYPLAKAŁA jakowaś /x/NIEBOGA !!!
    Juź, nie wyciągajcie jakie kolweiek wnioski
    X może być KOBIETĄ SPECJALNEJ TTROSKI

    Ale po warunkiem że będzie MOCNA OPOZYCJA
    gdyż dla każdej DAMY ważna jest pozycja 🙂

  14. „Ludzie są istotą samorządu i choć mogą należeć do różnych ugrupowań i iść z różnymi flagami to pierwszeństwo ma człowiek i jego doświadczenie, a nie szyld partii. Różne partie funkcjonują w różny sposób: czasem starają się wpływać na działania swoich członków, czasem przywożą kandydatów w tzw. „teczce”, czasem boją się, jak ktoś wybija się na niezależność. Jednak Wójt czy Radny ma ostatecznie wolny mandat do sprawowania funkcji i żaden aparat partyjny nie może go zmusić do określonych decyzji. Najwyżej z partii go wyrzucą, ale w samorządzie należy słuchać ludzi i rozsądne ugrupowania polityczne o tym wiedzą. Mówienie o bezpartyjności, jako atucie jest półprawdą.”

    Mądre słowa. Podpisuję się pod nimi.

  15. Agata Sochaczewska pisze:

    To może zmień komitet 🙂

  16. Mieszkaniec? pisze:

    Można posłuchać i obejrzeć:
    https://www.youtube.com/watch?v=j5RLL7xrdMo

  17. CEBEA pisze:

    Ale start pod szyldem partii jest zagrożeniem dla pełnej niezależności Wójta czy Radnego. Oczywiście zawsze można zrezygnować z poparcia jakiegoś ugrupowania. Pytanie tylko dlaczego kandydujemy pod jakimś szyldem i czy jesteśmy w stanie zrezygnować z tego poparcia.

  18. Wybrałem komitet, który w moim przekonaniu ma najlepszych kandydatów do Rady Gminy i najlepszą kandydatkę na wójta. Wiele z tych osób pokazało, że sprawy gminy i mieszkańców są dla nich ważne i potrafią o nie walczyć, również kosztem różnych przykrości, które je za to spotykają.

  19. CEBEA pisze:

    Tylko dlaczego startujący wybierają poparcie partii. Co na tym zyskują? Nie oceniam takiego czy innego poparcia ogólnopolskich partii politycznych negatywnie chociaż pozytywów moim zdaniem jest mało. Wszystko zależy od charakteru konkretnego człowieka.

  20. Agata Sochaczewska pisze:

    I jest różnica w zadbaniu o poparcie i wstąpieniu do partii. Ale właściwie wstępowaniu też nie ma się co dziwić, są w Polsce tacy co i śluby kościelne brali po kilkudziesięciu latach małżeństwa, tuż przed wyborami. Widocznie czuli potrzebę. Potem był czas, że przebąkiwali coś o rozwodzie, ale to już nie tak łatwo. Człowiek dla kariery jest w stanie podnieść wielkie ofiary 🙂

  21. Ja do PiS nie wstępowałem, choć z wieloma elementami programu tej partii się zgadzam. Zgadzam się m. in. z tym, że za dużo do tej pory pieniędzy szło do dużych miast kosztem małych ośrodków, które nie miały odpowiedniego wsparcia ze strony państwa, by się rozwijać.

    Następny w kolejce jest wywiad Radka z Renatą Pasek i z pewnością tam pytanie o partię padło (piszę w czasie przeszłym, bo Radek już wywiad przeprowadził lecz jego treść nie jest mi znana). Będzie odpowiedź kandydatki, do której będzie można się odnieść. Spróbuj może raz na jakiś czas powstrzymać się od złośliwości, bo od miesiąca nie ma dnia, żebyś jej nie sączyła.

  22. Wiesiek pisze:

    Popieram. Panie Albercie ma Pan mój głos!

  23. jackowski pisze:

    Tak rzeknę: jak wygra jolanda, pis nie da centa. howk

  24. Reki pisze:

    Wiitam ale glupoty piszeta przeciez i albert to rodzina z lesnowolskim. Następny chiena wybiescie dobrze albo zalew w siczkach znowu. Przez 4lata bendzie szambem pachnial i kompac sie w gnojowie. Pan lesnowolski niemial kasy na czyszczenie. Zalewu wolal […] zenada glosujcie madrze. Pozdrawiam

  25. Genia pisze:

    Do mieszkaniec? Pani doktor odgrzewa stare kotlety. Takie filmiki to były w kampanii 2014. Zresztą już nam zachwalala jednego kandydata, argumentowała podwyżkę pensji, biegała od domu do domu prosząc o głosy.I co z tego wyszło?

  26. Mieszkaniec? pisze:

    Do Genia. W stosunku do poprzedniego wójta ten wydawał się dobrą alternatywą. Napisałem wydawał się świadomie. Tylko ten się nie myli, który nic nie robi. Teraz każdy z kandydatów jest lepszy od obecnego. Nawiasem pisząc ten kotlet jest świeży – ma na imię Albert. Jak to się mówi wszystko wychodzi „w praniu”. Są ludzie, którzy zyskują jak się ich bliżej pozna, a niestety są też tacy, którzy tracą. Między innymi poparcie Rady, w pierwszej i drugiej kadencji.
    Wybór nowego kandydata jest zawsze obarczony ryzykiem pomyłki ale chyba większość jest świadoma, że to ryzyko należy podjąć. A rozliczać będziemy pod koniec kadencji albo i wcześniej, jeśli wybierzemy Radnych, którzy dbają o swoich wyborców a nie są klakierami.

  27. Genia pisze:

    @mieszkaniec? Kotletem jest formuła- film, nie Pan Albert. Tego człowieka ja akurat bardzo cenię 😀

  28. aldona pisze:

    No, w tej logice wszystko będzie kotletem: ulotki, gazetki, spotkania….w końcu samo kandydowanie 🙂

  29. mieszkaniec Radomskiej pisze:

    Bobrowski? Nie znam człowieka. Ludzie mówią, że był to pomysł Marzeny Wiosny, ona go mocno zachwalała i lansowała wśród znajomych jako świetny kandydat na wójta Jedlni.

    Ale 4 lata temu równie gorąco zachwalała Leśnowolskiego. I była przekonana, że kolejne lata to będzie zgodna współpraca gminy z powiatem. Ale tej współpracy nie było. Może teraz też się myli?

    https://www.youtube.com/watch?v=ZJ5MbGirPcw

  30. Victoria pisze:

    To może mu KUPI kosiareczkę jak Leśnemu.

    SŁOWA SŁOWA ,
    a kiedy czyny gdy kapryśna gŁOWA ?

  31. Mieszkaniec? pisze:

    Z kim wójt współpracuje? ( radni z jego klubu – to maszynki do głosowania i obrony często głupich pomysłów, im bardziej ” inteligentni ” inaczej, tym lepiej). A w gminie zmiany, zmiany, zmiany. Jeśli ktoś ci powie, żeś osioł to nie ma problemu, ale jeśli powie drugi i trzeci to kup sobie siodło.

  32. Marzena Wiosna-Michałek pisze:

    Drogi Mieszkańcu Radomskiej, tak masz rację. Przed dwoma kadencjami zdecydowanie popierałam Piotra Leśnowolskiego bo była to jedyna alternatywa dla tego wszystkiego, co działo się w naszej gminie. Przed czterema laty również go popierałam, ponieważ po pierwszej jego kadencji nie wyglądało to najgorzej. Niestety ostatnia kadencja to wielki zawód, brak pozyskiwania środków, fatalna atmosfera w Urzędzie Gminy, częste zmiany pracowników, nieobsadzone przez dłuższy czas kluczowe stanowiska (np. notoryczne bezkrólewie w dziale inwestycji), coraz gorsza opinia na zewnątrz Gminy, niemożność współpracy z kimkolwiek. Trudno było przewidzieć taki rozwój wypadków, ale jeśli już tak się stało, nie wolno zamykać oczu. Trzeba wybrać to co dla naszego społeczeństwa jest najlepsze. W tych wyborach zdecydowanie najlepszym kandydatem jest Albert Bobrowski.

  33. Zeus pisze:

    Albert Bobrowski to dawniej platforma obywatelska. A teraz jak obłąkany wrzuca na swoim facbooku antyrządowe posty. Już widzę jak taki facet pozyska kasę jak zadeklarowany antypisowiec. Mieszka poza granicami gminy, osiągnął wiek emerytalny. Niech bawi wnuki dziadzio, a nie na wójta się pcha. Co wybory w innej gminie i z innej partii. Obrotowiec.

  34. Rita pisze:

    Pan Bobrrowski udowodnil ze potrafi skutecznie pozyskiwac pieniadze w porownaniu z obecnym Wojtem ktory tez nie jest mlodziencem, z tego co wiem to popierajacy Go PSL daje wsparcie finansowe ,A kto da takiemu co Go nikt nie chce poprzec?

  35. Radosław pisze:

    Gdzie to niby dziadzio udowodnił. W Mircu jak go nie wybrali?

  36. piotrek pisze:

    lepszy bobr niż renia i leśnik 🙂

  37. czytelnik pisze:

    Najlepszym wójtem to byłby Wrzosowiak Posiada doskonałą znajomość przepisów i wie na czym polega wójtowanie. Ale nie kandyduje. Szkoda.
    Chociaż w samorządzie złote życie.
    Tak dla przypomnienia o durniach. Na początku lat 2000 wymyślono, że w Piotrowicach będzie składowisko odpadów. Lokalizację na składowisko wybrano po starym stawie i łąkach obok rzeki Gzówki. Lokalizację zatwierdzili radni i wójt i starosta. Wykonano ogrodzenie składowiska z siatki i słupków metalowych i miało być poświęcenie. Wtedy ktoś się zapytał starosty. To w tym miejscu. I po tym zapytaniu inwestycję zaniechano szybko. Słupki rozkradziono siatkę też. I było po składowisku. Na szczęście dla Piotrowic i Wrzosowa.